Wpatruję
się w Twoją twarz, żeby odczytać najmniejsze grymasy. Chcę
wiedzieć wszystko, zauważać najmniejsze grymasy, najlżejszy cień
nadbiegających złych myśli - by nie pozwolić im zakwitnąć, nie
dać się rozhulać pod Twoją czaszką.
Czasem
się nie udaje. Czasem zmęczenie wygra i oddalę się w krainę
Morfeusza przed upewnieniem się, że u Ciebie wszystko najlepiej,
bądź też opadam bez sił na najmniejszą interwencję.
Co
to w ogóle za myśli, że nie jesteś dość dobry? Brzmią jak tani
tekst zerwania, jak dyplomatyczna rezygnacja. Kochany, jesteś
dokładnie taki, jakiego sobie wymyśliłam, wymarzyłam i
wymodliłam, a wcale nie sądzę, żebym miała ubogą wyobraźnię.
Czasem
czuję się jak don Corleone - wszystko biorę zbyt personalnie.
Nawet głupi mail z UPC potrafi wytrącić mnie z równowagi, a Ty
wtedy zawsze jest przy mnie i - w zależności od sytuacji -
wytłumaczysz, pomożesz, lub po prostu przytulisz i pogłaszczesz po
głowie.
Czasem denerwuję się zupełnie bez powodu, jestem tylko
człowiekiem, w którym buzują niezrozumiałe procesy chemiczne, ale
uczę się powoli i metodycznie rozpoznawać emocje i łączyć ze
znaczeniami.
Kiedyś uśmiechałeś się na te moje małe
niedociągnięcia i mówiłeś, że to dobrze, że wykazuje jakieś
ludzkie wady, że dobrze wiedzieć, że nie jestem idealna; nie, nie
jestem i nigdy nie będę, jednak to nie zniechęci mnie do usilnego
próbowania zbliżenia się do ideału, by być jak najlepszą dla
Ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz