Obudziłam
się już i siedzę cicho na dole przy niewielkim świetle stojącej
lampki, czytam Szczygła i muszę przyznać, że jest dość ciekawy
– ma lekkie pióro i w kilku historiach i anegdotkach rysuje obraz
tych Czechów, których mamy przez ścianę (tych, którzy
notorycznie zamykają wszelakie drzwi do klatki schodowej, tych, co
chronicznie rysują Ci karoserię samochodową i dzwonią na městská
policie,
żeby odholowali Ci auto, bo zaparkowałeś na chwilę na
niebieskiej linii – ale również tych, którzy się uśmiechają w
sklepach i urzędach i stawiają przed nami piwo, zanim jeszcze
porządnie zasiądziemy za stołem w pobliskim barze). Książka jest
przyjemna, jednak co chwilę wydobywa się na wierzch myśl, że może
powinnam ten czas spędzić inaczej, wykorzystać „okazję”, że
śpisz i zacząć pisać swoje, dojrzewające w głowie od dłuższego
czasu, opowiadanie, „swoją książkę”.
Nie potrafię. Nie potrafię pisać o
abstrakcji, o nie-zdrowiu psychicznym, nie-szczęściu, samotności.
Już nie. Teraz byłoby to sztuczne i pełne niepotrzebnego patosu,
wyjaskrawionej psychozy.
Kiedyś tak, kiedyś takie właśnie
były moje opowiadania – pełne samotności i neurotyczności, bo
chyba właśnie w pisanie uciekałam, w te światy, które się
tworzyły ze zbioru chaotycznych literek.
Teraz już uciekać nie ma potrzeby.
Teraz. Teraz - jeśli pisać – to
tylko do Ciebie, jeśli myśleć – to o Tobie, jeśli czytać –
to tylko lektury, które już przeczytałeś, czekając, aż znowu
będziesz obok i będziemy mogli czytać i wzruszać się razem nad
Whartonem bądź Knausgardem. Jeśli robić cokolwiek bez Ciebie, to
właśnie czekając na Ciebie.
Nawet z ugryzieniem kiełbasy
zastanawiałam się, czy nie poczekać, aż się obudzisz.
Właśnie się przebudziłeś na chwilę
o powiedziałeś, że śnił Ci się Michał N. – robiliście
jakiś nowy projekt razem, jeździliście pociągami, gdzie było
wojsko i skinheadzi. Wiem, że muzyka w Tobie siedzi i odciska swój
znak (nie, nie piętno, to złe słowo). Może musisz trochę
powalczyć, żeby ten znak nie odcisnął się tym piętnem i nie
wybuchnął stłumionym teraz żarem. A może nie, może powinieneś
nauczyć się w końcu tego czeskiego i zostać najlepszym
polsko-angielsko-czeskim tłumaczem literackim? Tak bardzo bym
chciała, żebyś się obudził koło mnie za dziesięć, dwadzieścia
lat i był szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia, żebyś nie
żałował swojego straconego potencjału.
Rozbudziłeś się jeszcze bardziej i
dopytujesz się, co piszę. „Każdy ma prawo do swoich małych
rzeczy” - odpowiadasz, kiedy nie chcę Ci nic powiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz