poniedziałek, 14 listopada 2016

Obudziłam się już i siedzę cicho na dole

Obudziłam się już i siedzę cicho na dole przy niewielkim świetle stojącej lampki, czytam Szczygła i muszę przyznać, że jest dość ciekawy – ma lekkie pióro i w kilku historiach i anegdotkach rysuje obraz tych Czechów, których mamy przez ścianę (tych, którzy notorycznie zamykają wszelakie drzwi do klatki schodowej, tych, co chronicznie rysują Ci karoserię samochodową i dzwonią na městská policie, żeby odholowali Ci auto, bo zaparkowałeś na chwilę na niebieskiej linii – ale również tych, którzy się uśmiechają w sklepach i urzędach i stawiają przed nami piwo, zanim jeszcze porządnie zasiądziemy za stołem w pobliskim barze). Książka jest przyjemna, jednak co chwilę wydobywa się na wierzch myśl, że może powinnam ten czas spędzić inaczej, wykorzystać „okazję”, że śpisz i zacząć pisać swoje, dojrzewające w głowie od dłuższego czasu, opowiadanie, „swoją książkę”.
Nie potrafię. Nie potrafię pisać o abstrakcji, o nie-zdrowiu psychicznym, nie-szczęściu, samotności. Już nie. Teraz byłoby to sztuczne i pełne niepotrzebnego patosu, wyjaskrawionej psychozy.
Kiedyś tak, kiedyś takie właśnie były moje opowiadania – pełne samotności i neurotyczności, bo chyba właśnie w pisanie uciekałam, w te światy, które się tworzyły ze zbioru chaotycznych literek.
Teraz już uciekać nie ma potrzeby.
Teraz. Teraz - jeśli pisać – to tylko do Ciebie, jeśli myśleć – to o Tobie, jeśli czytać – to tylko lektury, które już przeczytałeś, czekając, aż znowu będziesz obok i będziemy mogli czytać i wzruszać się razem nad Whartonem bądź Knausgardem. Jeśli robić cokolwiek bez Ciebie, to właśnie czekając na Ciebie.
Nawet z ugryzieniem kiełbasy zastanawiałam się, czy nie poczekać, aż się obudzisz.

Właśnie się przebudziłeś na chwilę o powiedziałeś, że śnił Ci się Michał N. – robiliście jakiś nowy projekt razem, jeździliście pociągami, gdzie było wojsko i skinheadzi. Wiem, że muzyka w Tobie siedzi i odciska swój znak (nie, nie piętno, to złe słowo). Może musisz trochę powalczyć, żeby ten znak nie odcisnął się tym piętnem i nie wybuchnął stłumionym teraz żarem. A może nie, może powinieneś nauczyć się w końcu tego czeskiego i zostać najlepszym polsko-angielsko-czeskim tłumaczem literackim? Tak bardzo bym chciała, żebyś się obudził koło mnie za dziesięć, dwadzieścia lat i był szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia, żebyś nie żałował swojego straconego potencjału.


Rozbudziłeś się jeszcze bardziej i dopytujesz się, co piszę. „Każdy ma prawo do swoich małych rzeczy” - odpowiadasz, kiedy nie chcę Ci nic powiedzieć.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz