wtorek, 15 listopada 2016

Skończyliśmy wczoraj czwarty sezon...

Skończyliśmy wczoraj czwarty sezon „Gry o tron” i postanowiliśmy dzisiaj do tego nie wracać. Istnieje coś takiego jak przesyt, jeśli sceny, scenografie czy bohaterzy zaczynają pojawiać się w snach i myślach, jakby byli częścią tego świata i trzeba by było przemyśleć ich sytuację, rozwiązać jakiś problem.
Dzisiaj czytaliśmy dużo „Spóźnionych kochanków” (to znaczy ja czytałam, przerywając co jakiś czas czy to kaszlem, czy smarkaniem w chusteczkę, lub małymi chrząknięciami i przedmuchiwaniem nosa). Jacques opowiadał swoją historię podczas malowania portretu Mirabelle. Poruszył mnie w niej najbardziej wątek artystyczno – korporacyjny, nie tylko dlatego, że jest mi bliższy sercu – po prostu historia miłosna, nieważne jak szczęśliwa czy nieszczęśliwa by nie była, nie interesuje mnie tak bardzo; nigdy historie miłosne mnie zbytnio nie interesowały. Być może każda próba opisu indywidualnych uczuć jest jak próba opisania boga – każdy odczuwa i przeżywa to inaczej, a twoje „świadectwo wiary” wcale nie musi trafiać do drugiej osoby, która ma to w głowie poukładane zupełnie inaczej.
(Kilimanjaro Darkjazz Ensemble pasuje jak ulał, jako podkład muzyczny, dziękuję).
Wracając do motywu korporacji, myślę, że trochę tego doświadczyłam, „liznęłam” kuszące przeciętne życie, które wciąga powoli jak potworny wir, pozwala na pozorne zaspokajanie wielkich potrzeb człowieka – rozwoju, realizacji, rywalizacji, kreatywności, czy stosunków międzyludzkich. Daje również poczucie ułudnego bezpieczeństwa (finansowego, oczywiście).
Po śmierci taty bardzo pragnęłam się w to wciągnąć, jednocześnie jakaś część mojej duszy krzyczała, żebym jak najprędzej się stamtąd wydostała – to pomysłem wolontariuszu, to podróżami za parę złotych. W końcu postanowiłam zrezygnować z tego „bezpieczeństwa”, z tej „strefy komfortu” i przyjechałam tutaj, do Pragi, myśląc, że wszystko się odmieni. 
Pozornie niewiele się zmieniło – znowu pracowałam w korporacji - chociaż zaczęłam na dużo niższym stanowisku i za dużo niższe pieniądze, po półtora roku awansowałam już kilkukrotnie i zwiększyłam znacznie swoją pensję. Lecz w środku zmieniło się znacznie. Praca zeszła na najdalszy plan. Stała się niepoważną zabawą, za którą dostaję pieniądze, by móc spędzać czas z przyjaciółmi, których grono nagle mi się znacznie powiększyło i się bardzo zróżnicowało (narodowościowo, wiekowo, społecznie i kulturowo); by móc realizować się artystycznie (grając na basie, rysując, w domyśle również pisząc); by móc chodzić na koncerty, poznawać i przeżywać więcej; by móc poznać Ciebie, który wywróciłeś mój świat do góry nogami, przeorganizowałeś, przewartościowałeś i zespoiłeś ze swoim powywracanym światem.

Kiedy zrobiłeś śniadanie, zaproponowałeś, żeby jednak włączyć jeden odcinek „Gry o tron”. Niechętnie się zgodziłam, jednak złośliwość rzeczy martwych była po stronie naszego zdrowia psychicznego – pierwszy odcinek piątego sezonu nie mógł się zbuforować na żadnej z kilku stron internetowych, więc zrezygnowaliśmy i wróciliśmy do lektury.

Mała przerwa i zabieramy się do sprzątania. Idziesz się myć i chyba się na mnie denerwujesz, że siedzę i piszę, bo co chwila coś do mnie mówisz, powtarzając kilka razy tę samą rzecz. Już idę, kochany, uporządkujmy i poukładajmy nasze wspólne głowy. (Naszą wspólną, kolektywną głowę).

-----------------------------------------
Dziś wieczór z Horror w Arkham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz