Dość
nietypowa i niepożądana sytuacja – Ty gdzieś dalej, niż
dwadzieścia centymetrów od mojej twarzy - i to nieprzerwanie przez
ponad dwanaście godzin. Kto to wymyślił, że jednak musimy chodzić
do pracy? To tylko przemieszczanie się i czekanie, aż znowu będzie
można wrócić do domu i zająć się poważniejszymi rzeczami.
Tak
poważnymi, jak decyzja, co ugotować na obiad (makaron
pełnoziarnisty? Zupa? A może nauczyć się czegoś nowego?)
Tak
poważnymi, jak decyzja, czy oglądać przed snem „Grę o Tron”
czy też pocisnąć w „Horror w Arkham”? (Jest to decyzja dość
poważna, zależy od tego poziom zaangażowania swojej głowy jak i
bardzo często późniejsze sny).
Na
tyle poważnego, jak wybór obrączek ślubnych (złoto jest
brzydkie, a jego wydobycie szemrane moralnie; białe złoto to snobizm i
moda – kruszec jest mniej warty niż złoto, jednak jubilerzy
sprzedają go znacznie drożej; srebro wygrywa – jest ładne i
magiczne <anty-wampiryczne>; ale jeszcze pozostaje model – Ty
lubisz świecidełka, mi podobają się znacznie bardziej matowe).
Tak
poważnym, jak wybór lektury do wspólnego czytania.
Tak
poważnym, jak wybór wzmacniacza basowego.
Jak
wybór pledu.
Jak
wybór zasłonki pod prysznic.
Dywanu.
Świadków
na ślub.
Alkoholu
na wieczór.
Koszu
na śmieci.
Koncertów,
na które chcemy pójść.
Smaku
soku.
Koloru
butów.
Miejsca
do parkowania.
Tematu
na następną „dobrą dyskusję”.
I
wszystkiego, wszystkiego.
Niech
wypadkowa punktów widzenia zawsze wiedzie nas do najlepszych
decyzji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz