sobota, 26 listopada 2016

Tęsknota zaćmiewa mi umysł...

Tęsknota zaćmiewa mi umysł, wszystkie myśli się plączą, jest mi źle i nie mogę się skupić na innym uczuciu niż przeszywajcego braku i pustki <vacui>. (Już wcale się nie dziwię Arabom ich strachowi).

"Słuchaj, będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię."

Tak, jeśli uznałabym jakąś boską wyższość na tym świecie były by to książki. Zaczyna się od dziwnych znaczków na papierze, które przechodzą w kolorowe wizje, ukojenie i zapomnienie. Są portalem do innych światów.  Schronieniem i szkołą. Ucztą dla wyobraźni. I wszystkie najlepsze rzeczy jakie mogłabym być w stanie wymyślić.

"Książki to najprzyjemniejszy sposób ignorowania rzeczywistości".

Tak, to też. A ta rzeczywistość do zignorowania to rzeczywistość bez ciebie.

Wspominam, jak się poznaliśmy. Znaliśmy się z widzenia, mając niewiele wcześniejszych okazji do rozmowy. Oddałam ci książkę, a ty zapytałeś, czy idę na koncert na który zastanawiałam się, czy pójść. Po tej rozmowie od razy zamówiłam bilet, nie musiałam się dłużej zastanawiać. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać... i właściwie do dzisiaj przestać nie możemy i nie zanosi się na to, żeby to ustało kiedykolwiek.  (No i dobrze!)
Czasem tak niewiele trzeba, żeby otrzeć się o absolut i już nie być zdolnym bez niego funkcjonować!

Jeśli "wszystko zostało zapisane", to nasza opowieść należy do tych niekończących się.

Póki co tęsknię i czekam, uciekając chwilowo od rzeczywiści.

.k

Cytaty:
"Hakawati, mistrz opowieści" Rabih Alameddine

poniedziałek, 21 listopada 2016

Wpatruję się w Twoją twarz...

Wpatruję się w Twoją twarz, żeby odczytać najmniejsze grymasy. Chcę wiedzieć wszystko, zauważać najmniejsze grymasy, najlżejszy cień nadbiegających złych myśli - by nie pozwolić im zakwitnąć, nie dać się rozhulać pod Twoją czaszką.

Czasem się nie udaje. Czasem zmęczenie wygra i oddalę się w krainę Morfeusza przed upewnieniem się, że u Ciebie wszystko najlepiej, bądź też opadam bez sił na najmniejszą interwencję.

Co to w ogóle za myśli, że nie jesteś dość dobry? Brzmią jak tani tekst zerwania, jak dyplomatyczna rezygnacja. Kochany, jesteś dokładnie taki, jakiego sobie wymyśliłam, wymarzyłam i wymodliłam, a wcale nie sądzę, żebym miała ubogą wyobraźnię.

Czasem czuję się jak don Corleone - wszystko biorę zbyt personalnie. Nawet głupi mail z UPC potrafi wytrącić mnie z równowagi, a Ty wtedy zawsze jest przy mnie i - w zależności od sytuacji - wytłumaczysz, pomożesz, lub po prostu przytulisz i pogłaszczesz po głowie. 
Czasem denerwuję się zupełnie bez powodu, jestem tylko człowiekiem, w którym buzują niezrozumiałe procesy chemiczne, ale uczę się powoli i metodycznie rozpoznawać emocje i łączyć ze znaczeniami. 
Kiedyś uśmiechałeś się na te moje małe niedociągnięcia i mówiłeś, że to dobrze, że wykazuje jakieś ludzkie wady, że dobrze wiedzieć, że nie jestem idealna; nie, nie jestem i nigdy nie będę, jednak to nie zniechęci mnie do usilnego próbowania zbliżenia się do ideału, by być jak najlepszą dla Ciebie. 

piątek, 18 listopada 2016

Dość nietypowa i niepożądana sytuacja

Dość nietypowa i niepożądana sytuacja – Ty gdzieś dalej, niż dwadzieścia centymetrów od mojej twarzy - i to nieprzerwanie przez ponad dwanaście godzin. Kto to wymyślił, że jednak musimy chodzić do pracy? To tylko przemieszczanie się i czekanie, aż znowu będzie można wrócić do domu i zająć się poważniejszymi rzeczami.

Tak poważnymi, jak decyzja, co ugotować na obiad (makaron pełnoziarnisty? Zupa? A może nauczyć się czegoś nowego?)
Tak poważnymi, jak decyzja, czy oglądać przed snem „Grę o Tron” czy też pocisnąć w „Horror w Arkham”? (Jest to decyzja dość poważna, zależy od tego poziom zaangażowania swojej głowy jak i bardzo często późniejsze sny).
Na tyle poważnego, jak wybór obrączek ślubnych (złoto jest brzydkie, a jego wydobycie szemrane moralnie; białe złoto to snobizm i moda – kruszec jest mniej warty niż złoto, jednak jubilerzy sprzedają go znacznie drożej; srebro wygrywa – jest ładne i magiczne <anty-wampiryczne>; ale jeszcze pozostaje model – Ty lubisz świecidełka, mi podobają się znacznie bardziej matowe).
Tak poważnym, jak wybór lektury do wspólnego czytania.
Tak poważnym, jak wybór wzmacniacza basowego.
Jak wybór pledu.
Jak wybór zasłonki pod prysznic.
Dywanu.
Świadków na ślub.
Alkoholu na wieczór.
Koszu na śmieci.
Koncertów, na które chcemy pójść.
Smaku soku.
Koloru butów.
Miejsca do parkowania.
Tematu na następną „dobrą dyskusję”.
I wszystkiego, wszystkiego.

Niech wypadkowa punktów widzenia zawsze wiedzie nas do najlepszych decyzji.

czwartek, 17 listopada 2016

Może jest na dole?

Normalny dzień z życia narzeczeństwa:
- Gdzie jest książka?
- Może jest na dole?
MOŻE JEST NA DOLE?!
M
o
ż
e

j
e
s
t

n
a

d
o
l
e
/*może jest na dole*/

PS Udało się wcisnąć dwa materace pod jedno prześcieradło i mamy teraz duże granatowe łoże.

----------------
Dziś w głośnikach Batushka.



wtorek, 15 listopada 2016

Skończyliśmy wczoraj czwarty sezon...

Skończyliśmy wczoraj czwarty sezon „Gry o tron” i postanowiliśmy dzisiaj do tego nie wracać. Istnieje coś takiego jak przesyt, jeśli sceny, scenografie czy bohaterzy zaczynają pojawiać się w snach i myślach, jakby byli częścią tego świata i trzeba by było przemyśleć ich sytuację, rozwiązać jakiś problem.
Dzisiaj czytaliśmy dużo „Spóźnionych kochanków” (to znaczy ja czytałam, przerywając co jakiś czas czy to kaszlem, czy smarkaniem w chusteczkę, lub małymi chrząknięciami i przedmuchiwaniem nosa). Jacques opowiadał swoją historię podczas malowania portretu Mirabelle. Poruszył mnie w niej najbardziej wątek artystyczno – korporacyjny, nie tylko dlatego, że jest mi bliższy sercu – po prostu historia miłosna, nieważne jak szczęśliwa czy nieszczęśliwa by nie była, nie interesuje mnie tak bardzo; nigdy historie miłosne mnie zbytnio nie interesowały. Być może każda próba opisu indywidualnych uczuć jest jak próba opisania boga – każdy odczuwa i przeżywa to inaczej, a twoje „świadectwo wiary” wcale nie musi trafiać do drugiej osoby, która ma to w głowie poukładane zupełnie inaczej.
(Kilimanjaro Darkjazz Ensemble pasuje jak ulał, jako podkład muzyczny, dziękuję).
Wracając do motywu korporacji, myślę, że trochę tego doświadczyłam, „liznęłam” kuszące przeciętne życie, które wciąga powoli jak potworny wir, pozwala na pozorne zaspokajanie wielkich potrzeb człowieka – rozwoju, realizacji, rywalizacji, kreatywności, czy stosunków międzyludzkich. Daje również poczucie ułudnego bezpieczeństwa (finansowego, oczywiście).
Po śmierci taty bardzo pragnęłam się w to wciągnąć, jednocześnie jakaś część mojej duszy krzyczała, żebym jak najprędzej się stamtąd wydostała – to pomysłem wolontariuszu, to podróżami za parę złotych. W końcu postanowiłam zrezygnować z tego „bezpieczeństwa”, z tej „strefy komfortu” i przyjechałam tutaj, do Pragi, myśląc, że wszystko się odmieni. 
Pozornie niewiele się zmieniło – znowu pracowałam w korporacji - chociaż zaczęłam na dużo niższym stanowisku i za dużo niższe pieniądze, po półtora roku awansowałam już kilkukrotnie i zwiększyłam znacznie swoją pensję. Lecz w środku zmieniło się znacznie. Praca zeszła na najdalszy plan. Stała się niepoważną zabawą, za którą dostaję pieniądze, by móc spędzać czas z przyjaciółmi, których grono nagle mi się znacznie powiększyło i się bardzo zróżnicowało (narodowościowo, wiekowo, społecznie i kulturowo); by móc realizować się artystycznie (grając na basie, rysując, w domyśle również pisząc); by móc chodzić na koncerty, poznawać i przeżywać więcej; by móc poznać Ciebie, który wywróciłeś mój świat do góry nogami, przeorganizowałeś, przewartościowałeś i zespoiłeś ze swoim powywracanym światem.

Kiedy zrobiłeś śniadanie, zaproponowałeś, żeby jednak włączyć jeden odcinek „Gry o tron”. Niechętnie się zgodziłam, jednak złośliwość rzeczy martwych była po stronie naszego zdrowia psychicznego – pierwszy odcinek piątego sezonu nie mógł się zbuforować na żadnej z kilku stron internetowych, więc zrezygnowaliśmy i wróciliśmy do lektury.

Mała przerwa i zabieramy się do sprzątania. Idziesz się myć i chyba się na mnie denerwujesz, że siedzę i piszę, bo co chwila coś do mnie mówisz, powtarzając kilka razy tę samą rzecz. Już idę, kochany, uporządkujmy i poukładajmy nasze wspólne głowy. (Naszą wspólną, kolektywną głowę).

-----------------------------------------
Dziś wieczór z Horror w Arkham.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Obudziłam się już i siedzę cicho na dole

Obudziłam się już i siedzę cicho na dole przy niewielkim świetle stojącej lampki, czytam Szczygła i muszę przyznać, że jest dość ciekawy – ma lekkie pióro i w kilku historiach i anegdotkach rysuje obraz tych Czechów, których mamy przez ścianę (tych, którzy notorycznie zamykają wszelakie drzwi do klatki schodowej, tych, co chronicznie rysują Ci karoserię samochodową i dzwonią na městská policie, żeby odholowali Ci auto, bo zaparkowałeś na chwilę na niebieskiej linii – ale również tych, którzy się uśmiechają w sklepach i urzędach i stawiają przed nami piwo, zanim jeszcze porządnie zasiądziemy za stołem w pobliskim barze). Książka jest przyjemna, jednak co chwilę wydobywa się na wierzch myśl, że może powinnam ten czas spędzić inaczej, wykorzystać „okazję”, że śpisz i zacząć pisać swoje, dojrzewające w głowie od dłuższego czasu, opowiadanie, „swoją książkę”.
Nie potrafię. Nie potrafię pisać o abstrakcji, o nie-zdrowiu psychicznym, nie-szczęściu, samotności. Już nie. Teraz byłoby to sztuczne i pełne niepotrzebnego patosu, wyjaskrawionej psychozy.
Kiedyś tak, kiedyś takie właśnie były moje opowiadania – pełne samotności i neurotyczności, bo chyba właśnie w pisanie uciekałam, w te światy, które się tworzyły ze zbioru chaotycznych literek.
Teraz już uciekać nie ma potrzeby.
Teraz. Teraz - jeśli pisać – to tylko do Ciebie, jeśli myśleć – to o Tobie, jeśli czytać – to tylko lektury, które już przeczytałeś, czekając, aż znowu będziesz obok i będziemy mogli czytać i wzruszać się razem nad Whartonem bądź Knausgardem. Jeśli robić cokolwiek bez Ciebie, to właśnie czekając na Ciebie.
Nawet z ugryzieniem kiełbasy zastanawiałam się, czy nie poczekać, aż się obudzisz.

Właśnie się przebudziłeś na chwilę o powiedziałeś, że śnił Ci się Michał N. – robiliście jakiś nowy projekt razem, jeździliście pociągami, gdzie było wojsko i skinheadzi. Wiem, że muzyka w Tobie siedzi i odciska swój znak (nie, nie piętno, to złe słowo). Może musisz trochę powalczyć, żeby ten znak nie odcisnął się tym piętnem i nie wybuchnął stłumionym teraz żarem. A może nie, może powinieneś nauczyć się w końcu tego czeskiego i zostać najlepszym polsko-angielsko-czeskim tłumaczem literackim? Tak bardzo bym chciała, żebyś się obudził koło mnie za dziesięć, dwadzieścia lat i był szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia, żebyś nie żałował swojego straconego potencjału.


Rozbudziłeś się jeszcze bardziej i dopytujesz się, co piszę. „Każdy ma prawo do swoich małych rzeczy” - odpowiadasz, kiedy nie chcę Ci nic powiedzieć.